
Maria Konopnicka
Wychowałeś ty mnie, grodzie,
Na swym chlebie, na swej wodzie,
Na tym chlebie z piołunami,
Na tej wodzie z memi łzami.
Wizyta w Kaliszu zawsze jest ekscytująca. Niema się co dziwić – to jedno z najstarszych polskich miast za każdym razem zaskakuje nas czymś nowym, czego wcześniej nie zauważyliśmy lub czymś co wcześniej świadomie zignorowaliśmy. Dziś siedząc w restauracji Komoda Club, pijąc kawę przypomina mi się pierwsza wizyta w tym mieście. Ale czy to moje wspomnienia? … Od pewnego czasu mam wrażenie jakby ktoś za mną chodził i ciągle poszturchiwał. Opowiem o tym innym razem ale tak właśnie jest. Ciągle jakiś wewnętrzny głos mówi mi: idź tam, zajrzyj tu a tam to koniecznie się udaj. Za każdym razem coś ciekawego zobaczę lub kogoś interesującego poznam. Kończy się to zazwyczaj opowieściami i za każdym razem gdy cos piszę na jakąś dziwną mowę przechodzę.

Pchnąłem do tego grodu (jak i do innych wcześniej) mego potomka aby przez podróże ogłady i mądrości nabrał. Tedy teraz jego oczami oglądam ruiny zamku, który niegdyś dobrze mi znany był. Zdziwił mnie widok Waszych domostw a już zajazdy i karczmy gdzie podróżni odpoczywają, tak bardzo mną wstrząsnęły, żem na chwilę języka w gębie zapomniał. Dziwne te karczmy, które Wy dziś hotelami nazywacie. Dawniej podróżni przy jednym stole się posilali, na jednej ławie siedzieli i przy jednym ogniu się grzali. Dziś bez mała każden ma swoją ławę (krzesłem zwaną) i przy swoim stole wieczerza niczym wielki książę wojewoda. Komnaty strasznie nieekonomiczne bo każdy ma swoją i to z wygodami co za moich czasów nie do pomyślenia było. Suponuję przeto, że strasznie nieekonomiczni jesteście a i miejsce marnotrawić lubicie. Ale że nie moje wrażenia tu mają być opiewane a miasto starożytne, niedoceniane przez Was wcale, przeto do meritum mojej opowieści przechodzę.
Calisia tak zwie się ten gród stary, którą to nazwę przerobiliście na bardziej polską, za co pochwalić Was wypada i teraz Kaliszem to miejsce nazywacie. Wielu się zastanawia co nazwa oznacza a i sami Kaliszanie mając swoje poglądy, kilka teorii popierają. Tedy Wam powiem jako człek w łacinie biegły, że Calisia od terenów ją otaczających nazwę przybrała. Gród ten postawiony pośród mokradeł i bagien nigdy nie ostał zdobytym co właśnie bagniskom zawdzięczał. A że błoto, bagno po łacinie „caenum” się zwie, tedy i gród tu założony Calisia zwano.

Trzeba Wam wiedzieć, że osadnictwo w tym rejonie od czasu neolitu nieprzerwalnie do dzisiaj trwa. Klaudiusz Ptolemeusz w 158 roku mapę opracowując znając nazwę miasta Calisia na tejże mapie lokalizował. Na tej podstawie Jan Długosz Kalisz „Poloniae civitatum vetustissima” nazwał i tak my (jak i Wy dzisiaj) tak je nazywać zwyklim. (Calisia Poloniae civitatum vetustissima – Kalisz najstarsze miasto w Polsce).
Długo Kalisz pełnił rolę osady chociaż nigdy ni wyludniony, ni zburzony nie był. Dopiero w 1257 roku, Bolesław Pobożny, książę wielkopolski, gnieźnieński, gnieźnieńsko-kaliski, regent na Mazowszu etc. etc. etc. lokował Kalisz na prawie średzkim (ius Novi Fori, ius sredense) a więc polskim. Bo trzeba Wam wiedzieć jeszcze i to, że wcześniej lokacja miasta przyznawana była na prawie najczęściej magdeburskim. Jednak w 1210 roku dla Środy Śląskiej uzyskano wykładnię prawa magdeburskiego, która to wykładnia połączyła przepisy prawa flamandzkie i magdeburskiego nadając nazwę prawo średzkie. Od tej pory lokowanie miast na prawie średzkim przynosiło korzyści książętom polskim.

Jak każde miasto w ówczesnej Polsce taki Kalisz swój zamek miał i dziś możemy podziwiać jego pozostałości, które to Wy odkryliście i po części do oglądania udostępniliście. I to Wam się również chwali, bo jak inaczej dzieci uczyć i do historii przekonać? Jeno podróżami i widokami tego co po praprzodkach ostało. Z zabytków (jak nazywacie nasze osiągnięcia) w Kaliszu aż się roi – co oznacza, żeśmy w przeszłości nie próżnowali.
W 1331 roku przeklęty Krzyżak, Kalisz napadł i złupił, jako że chrześcijański przywilej rycerzy zakonnych taki miał być. Ale grodu nie dobyli psiajuchy bo to i Prosna wylała, Władysław Łokietek w pobliżu wojska zbierał a i obrona grodu tęga była.
W czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów Kalisz miał swoje obserwatorium astronomiczne na wieży kościoła św. Wojciecha i św. Stanisława Biskupa i liczne obserwacje prowadzono, co dzięki sprowadzonej do miasta lunecie odbywać się mogło.
Calisia zawsze ważnym miastem była o czym świadczy, że cały region województwem kaliskim od zawsze zwano. Pod Grunwaldem chorągwie kaliskie stały przy miłościwym Królu Władysławie a w trakcie wojny trzynastoletniej pieszych na pomoc polskiej załodze Malborka Kalisz posłał.
W czasie zaborów pod butem pruskim jęczał w niewoli aż do 1806 roku gdy to powstanie wielkopolskie wybuchło. Tedy Kalisz ważnym ośrodkiem wojsk powstańczych. To było preludium do chwili wytchnienia w czasach Księstwa Warszawskiego, tej chwili wolności, która umocnić nas miała na kolejne lata niewoli tym razem w granicach Królestwa Polskiego pod berłem carów.
Pierwsza wojna światowa też łaskawa dla tego pięknego grodu nie była. Maria Dąbrowska w swojej powieści „Noce i Dnie” pod mianem Kalińca właśnie Kalisz ukryła. Tak pruskie wojska zrównały Kalisz z ziemią. Późniejsze losy miasta pewnie lepiej niż ja znacie więc nie będę tu już opowiadał a do zakończenia przejdę.

Można zatem w Kaliszu odwiedzić na Zawodziu, tak gdzie kiedyś był rynek dziś można oglądać Gród Piastów. Kaliski Gród Piastów to rezerwat archeologiczny gdzie młodzież może pobierać nauki nie tylko książkowe ale i poprzez różnego rodzaju zajęcia ogólne, które Wy piknikami zwiecie. Bardzo to ładnie wygląda a ja stary szlachcic zachęcam do nauki władania mieczem, oszczepem czy toporem. Można również obejrzeć fragment murów miejskich z Basztą Dorotka i legendami Kalisza zapoznać się w Centrum Baśni i Legend Kaliskich oraz Lokacji Miasta. Ratusz, cerkiew i inne kościoły a i muzea liczne, o których pisać tu nie zamierzam bo czasu by brakło.

Na koniec do hotelu (jak teraz na zajazdy mawiacie) wrócilim i do restauracji (dziwnie Wasz język nieoszczędnym jest) weszliśmy, by przy własnym stole usiąść. W moich czasach zajazd czy karczma jedno oznaczały. Zarazem miejsce odpoczynku jak i posilenia się jadłem a napojem. Tu kawę zamówiwszy mój potomek, obraz utrwalił, by się nim później, jak sam mówił, pochwalić. Dziwne to dla mnie zwyczaje. Kiedyś gdym wracał z podróży a przywiózł zamówione towary czy swoje sprawunki to każdy wiedział gdzie i po com bywał. Ale żem człek otwarty na nowinki, tedy Waszego świata, dla mnie tak nowego uczyć się obiecuję a i kąśliwych uwag jak najmniej wygłaszać.
Zdjęcie Komoda Club Residence
Tedy Kalisz, moją Calisie doceniajcie a tłumnie odwiedzajcie aby o tym starożytnym grodzie piastowskim Polacy nigdy nie przepomnieli.