Październik

Kiedy robiłem te zdjęcia nie miałem pojęcia, że dwa dni później przyjdą deszcze. Łapałem jednak chwile ciepła i słonecznego popołudnia, żeby zrobić zapas na zimę.

Dziś nie będzie ziółek tylko zwykły spacer po terenie, który dziesiątki lat temu był hałdą kopalnianą.

Dziś jest trochę drzew, wielkie połacie zdziczałego parku, gdzie trzcina dominuje nad innymi roślinami. Nie poddają się jedynie jeżyny, które przebijają się pnąc ku górze.

Drzewa mienią się kolorami od żółtych brzóz po czerwone już dęby z zielonym akcentem akacji. Jest też na polance dzika jabłoń. Nie wiem, czy zdziczała czy po prostu sama się zasiała. Tego chyba nikt już nie pamięta. Faktem jest, że jest i ma owoce.

Pod stopami, miękko szeleszczą żółte i czerwone liście, zaścielające całą alejkę grubym, bardzo grubym dywanem. Pod butami czuję czasem żołędzie, a gdy powieje wietrzyk można poczuć zapach brzozowych zagajników z drugiej strony dawnego torowiska, po którym pozostał już tylko „wąwóz”.

Nawet głóg już zmienił kolor liści a owocami czerwonymi kusi i ptaki i człowieka. Zbieraczy jest sporo. Każdy chce zimą zrobić sobie herbatkę z prawdziwego, dzikiego głogu. No cóż ja też sobie trochę pozbieram.

I na koniec powrót zarośniętą alejką do cywilizacji czającej się tuż za szpalerem drzew. Taki krótki spacer w październiku. Może jeszcze jakiś uda mi się odbyć nim przyjdzie Listopad i zaczną się prawdziwe przygotowania do zimy.