Wczoraj wracałem z Kalisza z wyjazdu roboczego. Napisałem „wczoraj”? jakby dzisiaj miało trwać wiecznie. Niech zostanie. W Katowicach mam ulubioną restauracyjkę, gdzie mogę sobie spokojnie wypić kawę i … (człowiek poza kontrolą) zjeść napoleonkę, która z Napoleonem ma niewiele wspólnego. Mam kilka taki miejsc w Polsce, które przy okazji bytności w danym mieście czy regionie zawsze odwiedzam. Powrotne podróże pociągiem zazwyczaj kończą się w Katowicach więc i tu w pobliżu przystanku autobusowego jest właśnie takie miejsce.

Wchodzę więc do restauracyjki i staję w kolejce. Dwie osoby przede mną i zaraz dwie stanęły za mną. Złożyłem zamówienie, zapłaciłem i po chwili już ze swoim zestawem powędrowałem do stolika. Na szczęście wybierać nie musiałem, bo moje ulubione miejsce wolne więc wygodnie się wymościłem i już miałem zabrać się za konsumpcję, gdy coś zaczęło mnie „uwierać i wiercić” jakby ktoś wzrokiem mnie przewiercał na wylot. Zerkam dyskretnie i … mam. Para, która stała za mną siedzi teraz przy stoliku po prawej stronie i ciągle na mnie zerkają. Pomyślałem sobie – czort z Wami tańcował – i zabrałem się za napoleonkę.
To nie było łatwe. Zjedz człowieku napoleonkę widelczykiem. Zazwyczaj jakoś sobie radzę, ale tym razem w połowie ciastka, pod presją widowni poddałem się.
Przypomniałem sobie pewne zdarzenie z dzieciństwa, gdy z Dziadkiem siedziałem w cukierni i zajadałem się ptysiem. Mój Dziadek jadł łyżeczką ja sobie jakoś z tym średnio radziłem. Dziadek polecił żebym wziął do ręki i normalnie jadł po czym sam zastosował się do swojej rady. Siostra Dziadka, kiedy przyszła zobaczyła jak obaj jemy ciastka palcami i zaczęła robić wyrzuty bratu:
– Heniek jak możesz uczyć takiego zachowania własnego wnuka? Nie macie łyżeczek?
– Kobieto nie skrzecz – odpowiedział Dziadek – słodycze zawsze można jeść palcami.

Więc teraz przy tej napoleonce mruknąłem tylko:
– Czort z widelcem i całą resztą gapiów.
Wziąłem wierzchnią część ciasta, krem wyjadłem widelczykiem a potem wziąłem w palce spód ciasta i skonsumowałem.
Zerknąłem na sąsiadów po prawej spodziewając się zgorszenia i wzroku wyrażającym ogromne politowanie. Jednak nie. I tu mnie zaskoczyli. Niewiasta siedziała sama a po chwili przybył jej towarzysz niosąc dwie napoleonki. Jednak oni się nie bawili widelczykami tylko od razu zabrali się za jedzenie ciastek palcami.
W sumie mieli rację. To nie żadna dyplomatyczna czy oficjalna kolacja. To restauracyjka, gdzie spokojnie można zjeść ciastko bez stresu i wypić dobrą kawę.