– jak to … nie zrobisz?! – wykrzyknął zapytanie Marek – musisz …
– nie jestem własnością firmy – przerwałem mu – i nic nie muszę a już na pewno nikt mnie nie zmusi do fałszowania dokumentacji …
– jakiego fałszowania …
– a faktycznie – teraz już sobie zaczęliśmy przerywać bez przerwy – to się u nas nazywa tak bardzo fachowo „potwierdzanie nieprawdy” …
– jesteś aspołecznym debilem …
– tak, ale nie będę dzięki temu tańczył z prokuratorem na salach sądowych …
– z jakim prokuratorem co Ty bredzisz …
– nie i koniec. Nie wprowadzę nieprawdziwych danych do mojego raportu z przeglądu branżowego i nie podpiszę takiego dokumentu.
– jesteś ….
– wiem.
– idę do prezesa więc szykuj się na rozmowę.
– przyjąłem do wiadomości.
Na tym skończyła się wymiana zdań z dyrektorem operacyjnym. Wyniki przeglądu branżowego nie zachwycały. Poziom świadczonej usługi na poziomie siedemdziesięciu procent to bardzo słaby wynik, biorąc pod uwagę, że oceniamy niezbędne minimum. Prezes się wczoraj wściekł a dyrektor operacyjny dostał furii gdy okazało się, że problem polega na tym, że ich ulubiony menedżer od czterech miesięcy kompletnie ignoruje klienta.
Marek wyszedł a wszyscy patrzyli na mnie jakbym był już historią firmy. Zacząłem się zastanawiać, który to już raz … hmm średnio raz w miesiącu … to chyba już siódma awantura o raport i kolejny raz odprawa się przedłuża z mojego powodu.
– zobaczymy co dalej – mruknąłem sam do siebie.
– mogą Cię zwolnić – odparła moja sąsiadka.
Spojrzałem na Mirkę. Drobna, ruda i piegowata dziewczyna, zaczynająca przygodę z ochroną. Jej brązowe oczy patrzyły na mnie z zaciekawieniem.
– no to mnie zwolnią. To najmniejszy problem jaki mi się może przytrafić – odparłem – nie pierwszy raz i pewnie nie będzie on ostatnim.
Zebrani menedżerowie zaczęli między sobą szeptać. W pewnym momencie nawet zrobiło się gwarno. Czekaliśmy na powrót operacyjnego lub przybycie prezesa. Czas się wydłużał więc otworzyłem normę ISO 9000 i zacząłem czytać.
– jak możesz spokojnie czytać normy – zapytała Mirka – jak w tej chwili ważą się Twoje losy w firmie?
– a co mam niby innego robić?
– ale tak ze spokojem?
– a jak będę się denerwował to coś zmieni?
– raczej nie …
– więc po co się denerwować?
Mirka nie mogła znaleźć logicznej odpowiedzi i wróciła do przeglądania swoich notatek więc ja wróciłem do normy ISO. Gwar stawał się większy i większy i już nawet słyszałem opinie o swoim uporze. Jedni uważali, że tak właśnie powinno być inni (było ich znacznie więcej), że powinienem jednak poprawić dane w raporcie. Jak to bywa w tej społeczności zdania były podzielone. Po kolejnych dwóch kwadransach, kiedy wszyscy już zaczynali wstawać od stołu do pomieszczenia wszedł prezes z operacyjnym. Zapadła głucha cisza i wszyscy wlepili wzrok w prezesa. Prezes usiadł na miejscu dla prowadzącego spotkanie a Marek obok. Koordynatorzy wrócili również na swoje miejsca.
– Panie Krzysztofie – zaczął prezes – w czym ma Pan problem?
Spojrzałem na prezesa i Marka. Uśmiechnąłem się i odparłem:
– to nie ja mam problem tylko Pan.
– ja nie widzę problemu …
– to proszę podpisać raport z przeglądu branżowego – przerwałem prezesowi i podsunąłem mu dokument – skoro nie widzi Pan problemu?
Prezes pobladł. Marek zrobił się czerwony. Po Sali przeszedł szmer. Prezes wziął do ręki mój raport i spojrzał na mnie ciężkim jak tona stali wzrokiem. Otworzył raport na ostatniej stronie, wyciągnął długopis i złożył podpis. Marek zrobił się jeszcze bardziej czerwony o ile było to możliwe. Prezes wstał i wyszedł. W drzwiach odwrócił się i oznajmił zakończenie spotkania. Spojrzał na Marka, ten wstał i poszedł za prezesem. Jak tylko zamknęły się za nimi drzwi w sali rozgorzały dyskusje. Wstałem, wziąłem raport i schowałem go do teczki. Mirka spojrzała na mnie.
– no co? – zapytałem – przecież podpisał.
– no tak, ale dlaczego? Przecież nie zmieniłeś wyników i …
– sam powiedział, że nie ma problemu – przerwałem Mirce – i to publicznie powiedział, że nie widzi problemu. Wykorzystałem fakt, że prezes nigdy nie cofa zdania, wypowiedzianego publicznie. Rad nie rad musiał raport podpisać.
– często tak robisz?
– dwa albo trzy razy na kwartał. Czasami częściej.
Mirka spojrzała i zapytała:
– i nic? Żadnej nagany, kary …
– nic – przerwałem – a nawet jeśli są konsekwencje to … Mirka musisz nauczyć się jednej rzeczy. Nie potwierdzaj podpisem danych, z którymi się nie zgadzasz. Odpowiedzialność za takie sprawy spadnie na Ciebie. Prezes czy operacyjny odetną się i zostaniesz z problemem sama. To Ty odpowiadasz za raporty nie prezes.
Mirka spojrzała na mnie.
– mówisz jakbyś odchodził z firmy i zostawiał mi testament. Nie chcesz mnie już szkolić?
Zaśmiałem się i spojrzałem na swoją podopieczną.
– chcę. To jednak czego chcemy jest nieważne. Jeśli prezes podejmie decyzję, że dalsze szkolenie poprowadzi inny menedżer to zmieni Ci się nauczyciel.
– załatwię to tak, że będziesz mnie dalej szkolił – odparła i wyszła z audytorium.
Nie zdążyłem nawet zareagować. Usiadłem i …
– pozostaje mi tylko czekać – mruknąłem.
Wszyscy wyszli już z sali więc sięgnąłem po normę. Siedziałem tak z dobre pół godziny nim Mirka wróciła.
– i co?
– trochę to trwało, ale dopięłam swego.
– to znaczy?
– powiedziałam prezesowi, że podjęłam decyzję o stanowisku i że chcę zostać młodszym audytorem …
– wariatka – przerwałem jej – przecież to praca na wyjazdach ….
– i dobrze. Nie mam zamiaru uczyć się jak ulegać presji. Dwa tygodnie temu rozmawiałam z ojcem i mi powiedział żebym się uczyła pracować a nie biegać za prezesami. Nie cieszysz się?
– cieszę się, ale teraz przygotować się należy na plotki.
– boisz się plotek?
– nie. Różnych rzeczy się boję, ale plotki do nich nie należą.
Zaśmiała się i spojrzała spod grzywki wiecznie opadającej na jej oczy. Blask Słońca sprawił, że włosy nabrały koloru płomieni …
– jesteś niepoprawnym optymistą. Wiesz? Ten Twój spokój czasem mnie denerwuje.
– jak znowu tak będzie to daj znać – odparłem – specjalnie dla Ciebie będę wtedy panikował …
Zaśmiała się. Skończyła pakować swoje rzeczy, więc ruszyliśmy do wyjścia. Na korytarzu dopadł nas Marek. Popatrzył na Mirkę i na mnie.
– stary powiedział, że masz się postarać wyszkolić Mirosławę do końca roku. Potem … sam wiesz.
Spojrzał wymownie i oddalił się do swojego gabinetu.
– co to znaczy? – zapytała Mirka.
– mamy dziesięć miesięcy na to, żebym zrobił z Ciebie samodzielnego audytora w firmie. Właśnie dostałem wypowiedzenie.
– to … to …
– nie, to nie Twoja wina i nie ma nic wspólnego z Twoją rozmową z prezesem.
– to …, dlaczego …
– po prostu … znaleźli sobie pretekst. Nie byłby ten to byłby inny.
Schodziliśmy po schodach w milczeniu. Mirka zmarszczyła czoło i nad czymś usilnie myślała. Ja układałem plan szkolenia. Tak w milczeniu doszliśmy do samochodu. W drodze powrotnej Mirka ciągle myślała nad czymś i w połowie drogi rzuciła:
– jak będę opornym uczniem to raczej nam nie pomoże? – zapytała.
Pokręciłem przecząco głową i się uśmiechnąłem:
– raczej nie – odparłem – nie myśl teraz o tym. To drugoplanowy problem. Trzeba się skupić na kolejnych przeglądach branżowych i na pracy.
– ale na koniec roku stracisz pracę.
– nie pierwszy i nieostatni raz będę zmieniał firmę. Po pierwsze jak już mówiłem to nie najważniejszy problem. Po drugie do końca roku mamy dziesięć miesięcy więc może ten problem sam się rozwiąże. Nigdy nic nie wiadomo …
– a jak się nie rozwiąże?
– to zostaniesz audytorem wewnętrznym i będziesz musiała sama sobie radzić.
Coś mruknęła pod nosem i zaczęła czegoś szukać w telefonie. Po chwili dzwoniła do kogoś. Z rozmowy wywnioskowałem, że rozmawia z ojcem. Skupiłem się więc na prowadzeniu i na … planowaniu.