Raptus puellae na gardle karano

Wielkie poruszenie w domu, każdy szykuje sobie miejsce przed telewizorem jakąś przekąskę. Wszystko musiało być ukończone przed rozpoczęciem filmu. Siadaliśmy z bratem na podłodze, aby być bliżej ekranu. Poduszki koce i ciepły kompot w kubkach. I nagle krzyki: „cicho! Cicho zaczyna się!” po czym nastawała idealna cisza. Każdy z nas siedział nieruchomo i oglądał.

Kiedy skończył się seans uciekaliśmy na dwór i tam nasze zabawy były kontynuacją danego filmu. Zasady zabaw na podwórku były proste. Chłopaki walczyli o swoje ulice a dziewczyny nie były mieszane w ich rozgrywki. Ten kto złamał reguły miał wyciągane konsekwencje od swoich kumpli, bo żadna z ekip nie chciała mieć opinii, iż w swoim gronie posiada na przykład babskiego boksera, tchórza czy chłopaka, który niewłaściwie traktuje dziewczyny.

Żeby nie było tak kolorowo to i w czasach mego dzieciństwa pojawiały się problemy z osobami, które nie potrafiły przestrzegać zasad. Za moich czasów bardzo szybko chłopaki rozwiązywali taki problem. W zależności od tego co osobnik zrobił w różny sposób koledzy ustawiali go na odpowiednie tory. Na przykład, jeśli zaczepił dziewczynę i ją szarpał to musiał stanąć i poszarpać się z jej bratem, kuzynem czy kolegą. Zostawało na nim piętno. Był znany z tego, że zaczepia słabszych zachowuje się niewłaściwie wobec dziewczyn i przede wszystkim jest niehonorowy.

Jak wspomnę moje dzieciństwo to mam wrażenie, że udało się mi załapać na dość dobry czas. Odchowałam się na wspaniałych filmach, sztukach teatralnych, bajkach, opowieściach. To czasy, w którym chłopcy czy mężczyźni mieli niepisane, ale przestrzegany zasady zachowań wobec płci przeciwnej, co było egzekwowane przez społeczeństwo.

Kadr z filmu w reżyserii Jerzego Hoffmana „Potop”

Niestety rzeczywistość przygotowała niemiłą niespodziankę dla mnie. Przez czas, kiedy dorastałam wiele się zmieniło i nie tylko w zachowaniu mężczyzn, ale w mentalności ludzi w podejściu do różnych sytuacji. Wróćmy na chwilę w dawne czasy, które jako dziecko w filmach oglądałam. Skupię się na tematyce zachowań mężczyzn wobec kobiet.

W dawnej Rzeczypospolitej zmagano się między innymi z notorycznymi porwaniami panien. Obecnie można uważać to za dość romantyczne jednak w tamtych czasach dla kobiety to była tragedia. Taki czyn zostawiał na niej hańbę i nie mogła już liczyć na ożenek, z kawalerem którego by chciała. Ogólnie groził jej klasztor.

Pierwsza Rzeczpospolita radziła sobie z takimi incydentami poprzez sądy Grodzkie, które bez względu na status urodzenia sprawcy rozstrzygały te kwestie doraźnie, nie czekając na sądy królewskie.

Volumina Legum I Rzeczpospolitej.
Przestępstwo karane (bez względu na urodzenie) przez sądy grodzkie. Były cztery artykuły grodzkie zwane gardłowymi (gardłowe; łac. Quatuor articuli iudicii castrensis). art. XVII Statutu warckiego: podpalenie (incendium et emissio ignis), napad na dom szlachcica (violenta domicilii alicuius invasio), rabunek na drodze publicznej (depraedatio stratae publicae) i gwałt na kobiecie (szlachciance) (violentia feminarum).

Tu należy zaznaczyć, iż dawnej gwałt to nie tylko określenie dotyczące zmuszania kobiety do obcowania, ale również postępowanie wbrew przyjętym normom prawnym lub moralnym, zmuszanie do czegoś wbrew czyjejś woli.

Pozwolę sobie zacytować fragment książki Henryka Sienkiewicza „Potop”

— Kto mówi?
— Chorąży orszański, Kmicic! — brzmiała odpowiedź. — A z kim mówi?
— Pułkownik Michał Jerzy Wołodyjowski.
— Czołem! — ozwał się głos zza drzwi.
— Nie czas na powitania… Czego waść chcesz?
— Mnie by słuszniej zapytać: czego waść chcesz? Nie znasz mnie, ja ciebie… czemu mnie napadasz?
— Zdrajco! — zakrzyknął pan Michał. — Ze mną są ludzie laudańscy, którzy z wojny wrócili, i ci mają z tobą obrachunki za rozbój i za krew niewinnie przelaną, i za tę pannę, którąś teraz porwał! A wiesz, co to jest raptus puellae? Musisz tu gardło dać!

I każdy z nas wie, jak skończyło się to spotkanie, kiedy Kmicic wyszedł i poniósł konsekwencje za swe czyny. Mógł też uciekać, ale wiedział, że będzie ścigany aż do złapania jako infamis (człowiek bez praw i honoru).

Osobiście podoba mi się wytrwałość ludzi w pociąganiu do odpowiedzialności za czyny niegodne. Nikt nie tłumaczył Kmicica, że był w ciężkiej sytuacji, stracił przyjaciół, panna obiecana testamentem zraniła go i dała mu arbuza. Nie było wytłumaczenia dla jego czynu. Popełnił zbrodnie, wykonał czyn haniebny wobec panny i musiał ponieść konsekwencje W sumie to samo spotkało jego kompanije za nieodpowiednie zachowanie wobec panien w gospodzie.

Powróćmy w czas nam współczesny.

Opowiem tu historię, która wydarzyła się dawno temu, kiedy byłam panienką. Uważałam się za ładną dziewczynę. Lubiłam elegancko wyglądać i sądziłam, że skoro dobrze się czujemy we własnym ciele to też i mogę poprzez uśmiech na twarzy, wszystkim to okazać. Nie pamiętam, gdzie jechałam autobusem Było trochę zimno Miałam spódniczkę długie kozaki szpilki i kurtkę. W autobusie tłoku nie było. Nawet puste miejsca były do siedzenia. Na przystanku wsiadł facet nie wiem w jakim momencie stanął obok mnie. Dziwnie było i przestałam czuć się wtedy komfortowo. W pewnym momencie poczułam na pośladkach dziwne ocieranie się. Sparaliżowało mnie to bardzo. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić, jak się zachować. Czułam obrzydzenie do tej sytuacji. Ja zaczęłam nawet czuć obrzydzenie do mojego ciała. Odważyłam się wreszcie i fuknęłam na niego, aby odszedł ode mnie, aby przestał to robić. Trzęsłam się jak galareta, łzy mi spływały a facet bez cienia zażenowania zaśmiał się i powiedział na głos, że lepsze w życiu miał. Usiadł na miejscu zaraz naprzeciw mnie i do człowieka obok zaczynał opowiadać jakie to ja mam ciężkie życie, skoro sobie takie historie stwarzam. Tych opowieści nie było końca a ja stałam w tym samym miejscu ciągle sparaliżowana. Łzy już same spływały po policzkach. Patrzyłam na ludzi w autobusie z nadzieją, że ktoś coś zrobi, że ktoś mi pomoże. Napotkałam tylko ciekawe spojrzenia a u niektórych może i dziwny uśmieszek na twarzy. Nikt, ale to nikt nie zareagował. Facet już nie pierwszy raz musiał to robić, bo był pewny, że ludzie nic nie zrobią, że nikt nie wstanie i nie ujmie się za mną. On do końca siedział i drwił ze mnie. W tym czasie zaczęłam żałować, że się odezwałam. Zaczęłam myśleć co bym mogła innego zrobić, aby nie stać na tak zwanym świeczniku w autobusie jako zdesperowana dziewczyna co wmawia facetowi molestowanie. Nawet zaczęłam sama zastanawiać się czy faktycznie ta sytuacja miała miejsce Może coś wyolbrzymiłam może mi się wydawało.

Wróciłam do domu nikomu nic nie powiedziałam. Nie wiem, czy się bałam czy wstydziłam. Bardzo długo ta sytuacja wracała do mnie zwłaszcza wieczorami. Wiele nocy przepłakałam wyobrażałam sobie, że jednak był tam obecny człowiek, który mu nie wierzył który miał w sobie odwagę stanąć i nawrzeszczeć na niego, że inaczej to wszystko się potoczyło. Wstyd ciągle czułam za każdym razem jak wsiadałam do autobusu. Bałam się, że będą tam ludzie, którzy wtedy jechali, że będą mnie palcami wytykać pokazywać, że to ta co facetowi spokojnie jechać nie dała.

To było prawie 30 lat temu, a jak jest teraz?

Teraz dużo mówi się o takim zachowaniu uczy się reagować w takich sytuacjach informują, gdzie może dziewczyna znaleźć pomoc.

Światowa Organizacja Zdrowia definiuje przemoc seksualną jako:

  „jakikolwiek akt seksualny, próbę aktu seksualnego, niechciane komentarze lub zaloty o charakterze seksualnym lub działania w celu handlu lub w inny sposób skierowane przeciwko seksualności osoby z użyciem przymusu, niezależnie od ich relacji z ofiarą w jakimkolwiek otoczeniu, w tym między innymi w domu i pracy”.

W mediach społecznościowych tworzą różne akcje, aby uświadomić społeczeństwu jaki tragiczny wpływ ma na psychikę dziewczyny takie sytuacje. Dziewczyny udostępniają nagrania na których pokazują, gdzie były dotykane wbrew ich woli. Ludzie komentując łączą się z nimi pisząc, że nigdy by nie pozwolili, aby w ich obecności taka sytuacja miała miejsce. I wydaje się, że dziś wyuczone działania i podpatrzone u naszych przodków zachowania wraz z działalnością społecznościową dobrze sobie radzą z tym problemem.

Zobaczmy.

Ostatnio byłam na imprezie ze znajomymi. Dużo ludzi, bawimy się, tańczymy. Wspaniała atmosfera Było już dość późno. W sumie to chyba chciałam iść spać. Szukałam jeszcze kogoś, aby powiedzieć, że znikam w objęcia Morfeusza. Stałam przy drzwiach od sali biesiadnej, kiedy w pewnym momencie poprzez głośną muzykę doszedł do mnie krzyk dziewczyny. Krzyczała, że nie życzy sobie takiego zachowania, że miał nie robić tego. Facet podnosi ręce do góry i mówi, że wie, że przeprasza i nie wie czemu tak robił i odchodzi. Dziewczyna zostaje na środku sali i by się wydawało, że reakcja po takim medialnym nacisku na zwalczanie takich sytuacji będzie oczywista.

Nic bardziej mylnego. Ludzie odwrócili się i zaczęli kontynuować to co im krzyk dziewczyny przerwał. Jedli, tańczyli, patrzyli w telefon.

W sumie to ja sama stałam jak wryta. Wrócił do mnie ten sam strach, który czułam kiedyś. Nie mogłam się ruszyć. Ja, ta baba co się nie krępuje, aby ryknąć na kogoś nie patrząc na to czy będą potem pretensje do mojej osoby, że zwróciłam komuś uwagę, czy przeprowadziłam porządną reprymendę.  Tak ja, ta baba stałam i czułam się jak bezradne dziecko opanowane strachem i lękiem. Wiedziałam co teraz dzieje się w środku tamtej dziewczyny, jakie myśli w niej się kłębią, jak musi czuć się samotna z narastającym poczuciem winy i wstydu. 

 I właśnie ta świadomość co ta dziewczyna przeżywa obudziła mnie z tego dziwnego stanu. Podeszłam do niej i porozmawiałam. Kilka razy prosiła go, aby nie wykonywał dziwnych ruchów które ją krępują i nie są dla niej przyjemne. Później podeszłam do faceta. Ogólnie siedział przy stole, ale zaczął odchodzić, jak zobaczył, że idę w jego stronę. Od niego usłyszałam to samo co mówiła dziewczyna. Tłumaczył się, że wie, że prosiła go o to, że nie wie jak to się stało i że przeprasza i w sumie to jakoś tak wyszło niechcący przez przypadek. Bardzo ciekawa sprawa: kilka razy niechcący przez przypadek. Poinformowałam go tylko że takich sytuacji nie tolerujemy u siebie w gronie a konsekwencje wyciągną osoby, które organizowały spotkanie.

 I cóż się stało dalej? No w sumie nic zaskakującego. Sprawca wpierw złapany na gorącym uczynku przyznał się do zaistniałego zdarzenia a potem siedział oczywiście z miną męczennika i opowiadał, że on jest niewinny a dziewczyna nie mówi prawdy, bo to było całkiem inaczej, ogólnie coś sobie wymyśla. 

Czy ktoś z was spotkał się z sytuacją, kiedy osoba winna zwala przyczynę swego zachowania na kogoś innego, albo zaczyna ukazywać się w roli biednej zagubionej osoby?

Tak moi drodzy takie zachowanie ma swoją nazwę To bardzo wyrafinowana forma przemocy emocjonalnej. Ma swoje określenie gaslinhting. To jest bardzo ciężka artyleria wyciągnięta przeciwko ofierze. A dlaczego? Bo ofiara zaczyna nie być już ofiarą. Ofiarą staje się kat. To jest umniejszenie wierzytelności słów ofiary, podważanie jej przytomności umysłu, wmawianie, że przesadza, że jest przewrażliwiona. Ogólnie wmawianie ludziom i otoczeniu tego, że wcale tak to nie wyglądało, że ktoś tu ma problem ze sobą i robi z niego w oczach innych przestępcę.

I tak też tu się stało. On osiągnął swój cel, bo w pewnym momencie stał w centrum i swym zachowaniem domagał się pomocy a niektórzy spełniali jego oczekiwania. Był bardzo urażony faktem, że jeden z mężczyzn nakrzyczał na niego. Z tego powodu doszło do nieporozumienia wśród znajomych. A co się stanie sprawcy, jeśli ktoś krzyknie na niego? Zamknie się w sobie, dostanie traumy, popłacze się? Te wszystkie działania schodzą do jednego odwrócić uwagę od tego co zrobił i skupić się na całkiem innych mało ważnych kwestiach.

 Zastanówmy się co siedzi w głowie osoby, która wbrew woli kobiety przekracza wyznaczone granice.

Osoby z takimi jak dla mnie zaburzeniami najprawdopodobniej już w dzieciństwie same musiały doznać jakieś przemocy i to odcisnęło na nich takie a nie inne piętno. Ale czy to ma tłumaczyć ich zachowania, kiedy są już dorośli?

No nie! Oni mają świadomość tego co robią, bo wiedzą, że grożą im konsekwencje i się ich boją. Dlatego też opanowali sztukę manipulowania otoczeniem. 

Za pewnik można uznać to, że skłonność do stosowania przemocy jest podtrzymywana płynącymi korzyściami dla sprawcy. Najistotniejszą korzyścią jest to, że w krótkim czasie jest on w stanie osiągnąć wszystko czego chce. Sprawca nie ma rozwiniętej sfery współodczuwania. Będzie dążył do osiągnięcia celu za wszelką cenę. Jeśli nie jest w stanie osiągnąć celu lub musi zacząć się bronić przed konsekwencjami związanymi z zaistniałą sytuacją, wtedy uruchamia się w nim mechanizm do wyładowania złości czy gniewu. Często są zabarwione siłą fizyczną lub słowną.

Obserwując różne zdarzenia wyodrębniłam dwa typy takich ludzi. Pierwszy to taki który uważa, iż wszystko co robi wobec dziewczyny powinno napotkać się z radością z jej strony. Będzie siedział i głośno o tym mówił, że łaskę komuś zrobił chcąc się zainteresować dziewczyną.

Drugi typ to taki który po zdarzeniu przeprasza i udaje, że nie wie co się stało, o co chodzi, bo ogólnie wszystko było dobrze. On był miły a to wszystko to jakieś nieporozumienie, bo niechcący się zdarzyło.

Oba te przypadki lubią być panami sytuacji, mieć wszystko pod kontrolą zwłaszcza ofiarę. Kiedy jednak ofiara ma odwagę sprzeciwić ich przemocy, wtedy odkrywa ich największą tajemnicę. Oni wszyscy są tchórzem podszyci i boją się, że prawda ujrzy światło dzienne. Boją się stracić kontrolę, bo wtedy będą bezsilni. Zatem za wszelką cenę będą bronić swojego statusu quo. Użyją do tego wszystkich dostępnych środków począwszy od krzyków czy płaczu lub rozpaczy a skończywszy na zastraszaniu otoczenia, że mogą sobie coś zrobić, bo czują się tak zranieni tymi oskarżeniami. A najbardziej boją się osób, na które nie mają większego wpływu, które nie ulegają ich zagrywkom i dążą do wyciągnięcia konsekwencji. Boją się ludzi silnych.

Dlatego właśnie ich działania skupiają się na dążeniu do sytuacji, o której już pisałam – zrobić z siebie ofiarę.

A co mamy zrobić, jak sprawca zaczyna nas szantażować, że może sobie wyrządzić krzywdę? Nic prostszego powiedzieć, iż w takiej sytuacji powiadamiamy Policję i … powiadamiamy Policję. Pamiętajmy to są tchórze, boją się osób, na które nie mają wpływu a Policja jak usłyszy, iż dopuścił się takiego czynu na pewno nie będzie stała i mu współczuła. A jak jest pijany odwiezie delikwenta na izbę wytrzeźwień i tam na pewno bezpiecznie doczeka poranka. 

A co się dzieje w głowie (w psychice) dziewczyny, która odnalazła w sobie odwagę, aby głośno sprzeciwić się przemocy? A w konsekwencji działań sprawcy, polegających na odwróceniu ról, kiedy to zaczyna stawać się nie ofiarą a sprawcą?

Dziewczyna najczęściej traci poczucie bezpieczeństwa zaufania do siebie czy do innych osób. Zaczyna żałować, że zwróciła uwagę na daną sytuację, że w ogóle znalazła się w tym miejscu. Może dojść do tego, że będzie unikać ludzi wyjścia z domu i dołączenia do zabaw ze znajomymi. To jest trauma, której ciężko się pozbyć a jej leczenie jest wieloetapowe

Samo to zdarzenie jest druzgocące a co dopiero brak reakcji ze strony otoczenia. Może to doprowadzić do zaistnienia syndromu wyuczonej bezradności. Dziewczyna przestanie reagować na każde złe zachowanie wobec siebie, bo nie będzie widziała sensu w tym działaniu, bo i tak nic to nie zmieni w jej położeniu.

Następną rzeczą jaka może spotkać ofiarę to tak zwany zespół stresu pourazowego co odciska piętno na psychice w taki sposób, że dziewczyna będzie miała problemy z nawiązywaniem kontaktu z mężczyznami lub wejście w poważniejszy związek. Będzie obawiała się każdego ruchu wykonywanego wobec siebie nawet gdy są to przyjaciele czy rodzina.

To nie jest takie nic jak wielu z nas się wydaje, albo jak próbują niektórzy wmówić otoczeniu, że to nic wielkiego. Przekroczenie granicy komfortu drugiej osoby jest bardzo krzywdzące. Jedni z silną psychiką poradzą sobie dość szybko, ale ci którzy są słabsi będą odczuwali to zdarzenie jeszcze długo w swoim życiu. Dlatego tak ważne są zasady, które funkcjonują a najważniejsze przestrzeganie ich oraz bezwzględne egzekwowanie konsekwencji.

A co się stanie jak dziewczyna, która jest na imprezie nie otrzyma pomocy ze strony otoczenia albo czuje, że sprawca winę na nią przerzuca i postanowi zadzwonić na policję? Tu są dość spore konsekwencje, ale już nie tylko dla sprawcy. Tu rozliczana jest reakcja organizatora danego spotkania. Organizator ma ustawowy obowiązek zapewnić bezpieczeństwo każdemu uczestnikowi. Jeśli dojdzie do krytycznych sytuacji musi odpowiednio zareagować. Więc jeśli poszkodowana zarzuci, iż zbagatelizowano w jakikolwiek sposób jej skargę, zostaną wyciągnięte poważne konsekwencje od organizatora.

Dlatego bardzo ważna jest forma reakcji na dane zdarzenie W takich sytuacjach na jakich ja się w tym artykule skupiam nie jest warto robić z siebie mediatora czy psychoanalityka, który będzie starał się rozstrzygać czy to przypadek był czy nie. Im dłużej rozmawiamy ze sprawcą im dłużej poświęcamy mu uwagi im bardziej otoczenie zaczyna się interesować nim, tym bardziej jesteśmy pod jego wpływem. Tym bardziej on ma większe pole do manipulowania nami, dążenia do wzbudzenia w nas odczuć takich jak litość, żałość, współczucie.

Najważniejsze w działaniu to szybkie i stanowcze decyzje, które uniemożliwią sprawcy manipulowania nami.

Od dłuższego czasu mam wrażenie, że społeczeństwo weszło w taki tryb syndromu wyuczonej bezradności. Gdzieś to wszystko mimo rozwiniętej cywilizacji poszło nie w tę stronę co powinno. I tak myślę, że w sumie moje zdziwienie brakiem reakcji otoczenia na jakieś zachowania agresywne nie powinno mnie dziwić, kiedy to doczekałam czasów, w których umiera się wśród ludzi leżąc na ulicy.

Ile to razy idąc widziałam jak starsza osoba zmaga się z jakimś problemem i wszyscy ją mijają. Nikt się nie zatrzyma, aby spytać czy może nie pomóc. Jakieś dziwne czasy nastały, kiedy osoby z problemem nagrywa się dla zabawy i puszcza do sieci.

Obecnie pomoc polega na nagrywaniu filmików i oczekiwaniu potem na wyświetlenia, lajki, serduszka. Jedną ręką podaje się kanapkę a w drugiej trzyma telefon. A co dzieje się jak już kamerka jest wyłączona? Czy pomaganie innym to tylko trend? Kiedyś pomaganie było czymś normalnym nic specjalnego.  Teraz stało się to zabawą.

Pomagamy tym co wykorzystują tę pomoc a ci co naprawdę potrzebują pomocy … zostają sami.

Ta sytuacja doprowadza do stworzenia bardzo dziwnych typów ludzi. Dopóki otrzymują pomoc jest wszystko dobrze.  Jednak, kiedy dostaną za mało zaczynają dopominać się w bardzo agresywny sposób o więcej.  Dochodzi nawet do sytuacji, że mogą zastraszać tych którzy im pomagali lub straszyć, że sami sobie zrobią krzywdę. I czyja tu wina, że tacy ludzie w społeczeństwie zaczynają istnieć?

Nie wiem jak bardzo zakorzenione są w ludziach wypaczone zachowania i czym jest to spowodowane. Na pewno pierwszym krokiem w tę stronę to było rozluźnienie niektórych zasad.

Ale czy warto iść w tym kierunku? Czy warto stać bez reakcji, kiedy komuś obok dzieje się krzywda? Czy chcielibyśmy, aby w sytuacji, kiedy to córka lub wnuczka nasza jest źle traktowana, wszyscy stali i patrzyli mówiąc: „a ich sprawa nie wtrącajmy się, a zapewne sprowokowała go, albo tak jak on mówi wyolbrzymia”.

Wszystko zmienia swoje znaczenie, jeśli sprawa zaczyna nas samych dotykać. Zatem może nie stójmy bezradnie tylko małymi krokami zmieniajmy nasze zachowanie. Nie kierujmy się tym, że nasza reakcja może spotkać się z wyśmianiem, ze zdziwieniem, z pretensjami tylko zacznijmy działać!

Temat jaki poruszyłam to temat rzeka i dość kontrowersyjny. Nie da się go zamknąć w krótkim artykule. Nie da się krótko opisać zmiany w psychice ofiary ani tego jak sprawca manipuluje otoczeniem. Jednak mam nadzieję, że udało mi się poruszyć jakąś część ludzi do działania, że coś zmieni się, że ludzie zaczną na nowo dbać o siebie wzajemnie i będą umieli rozpoznać osobę, która potrzebuje pomocy, będą umieli rozpoznać ofiarę, wskazać sprawcę i nie pozwolą sobą manipulować. Będą silni i pewni siebie.

Z. R-J

Dodaj komentarz