Wyjazdy służbowe i przerwa pracownicza

czyli gdzie i jak spędzam wolne chwile w podróży służbowej.

Przerwa w pracy należy się każdemu pracownikowi jak przysłowiowemu psu, przysłowiowa buda – menedżerowi również. Jedni zjeżdżają do jadłodajni, gdzie nabywają drogą kupna fes food’y, pochłaniając je później z ogromnymi ilościami napojów gazowanych. Potem okazuje się, że czas nagli, bo kolejka i oczekiwanie na wydawce zżarły cenne minuty i siadają za kierownicę, i jadą dalej z pełnym żołądkiem. Po roku pracy w takim systemie dziwią się, że brzuch urósł, trudno już założyć skarpetki i dupa też urosła więc trzeba kupić nowe spodnie w rozmiarze worka na kartofle. Też dużo jeżdżę i też mam przerwy, które mi się należą i też na przerwie jem posiłki. Nie narzekam na wielkie brzuszysko, chociaż mogłoby być trochę mniejsze (nad tym pracuję) i nie muszę kupować nowych spodni. Nie mam (jeszcze) kłopotów ze skarpetkami więc nie mam co narzekać.

Objazdy menedżerskie obiektów są jak wizytacja wodza naczelnego w jakiejś jednostce wojskowej. W moim przypadku dochodzi do tego element zaskoczenia, bo nie ma przecieków informacji, że Różycki nagle wyjeżdża i może się gdzieś pojawić. Jeżdżę różnie i nie ma tu reguły: w dni powszednie, świąteczne, weekendy, w ciągu dnia i w ciągu nocy – rosyjska ruletka. Tym razem wypadło na sobotę i niedzielę. Podział jakie obiekty, w który dzień pozostaje moją tajemnicą, której i tutaj nawet nie zdradzę, bo może się okazać, że jakiś przemyślny orzeł, sokół (jak nazywam swoich pracowników) zechce się pokusić o przeczytanie publikacji.

Sobota – piękna pogoda i nawet śpieszyło mi się do tego wyjazdu, mimo że to wyjazd służbowy. Od rana przygotowania w biurze. Dokumenty, co zawieźć, wykaz co przywieźć i wiele innych drobiazgów tak aby w połowie drogi nie łapać się za głowę i z rozpaczą stwierdzić, że czegoś zapomniałem. Najpierw najbliższe obiekty i wizyta na całkiem nowym. Rozmowy z pracownikami ochrony i kierownictwem obiektu. I tak obiekt po obiekcie nieubłaganie zbliżałem się do wielkiej podróży z zaplanowaną przerwą na lunch.

Ruszyłem zatem w tę drogę. Wielokrotnie już ją pokonywałem więc bez większego namysłu wybrałem miejsce postoju. Jak zawsze parking leśny w Nadleśnictwie Rudziniec. Od grudnia zatrzymuję się tam na małą kawę, prostowanie kości i dla paru fotek, które między czasie robię telefonem. Gdy aura pozwala robię sobie tam przerwę na lunch. Tym razem pogoda była wyśmienita więc rogaliki maślane i jogurt wchłaniały się świetnie na świeżym powietrzu. Po drugiej stronie drogi widać drzewa, które zasłaniają Jezioro Pławniowice. Piękne i spokojne miejsce mimo bezpośredniego sąsiedztwa drogi nr 40. Można sobie usiąść i spokojnie zjeść drugie śniadanie. Parę zdjęć na pamiątkę i … w drogę.

Tym razem nie ma historii o rycerzach, ale kilka słów gorzkiej prawdy muszę tu wrzucić. Jesteśmy gatunkiem niereformowalnych flejtuchów, śmieciarzy i innych insektów, o których nie będę wspominał. Miejsce, gdzie jest kawałek przyrody, udostępnionej dla nas ludzi, gdzie można odpocząć jest zaśmiecone i zasrane. Przykro o tym mówić, ale tak właśnie jest. Nie można wejść do lasu, żeby nie natknąć się na rozbite, porzucone butelki, śmieci z samochodów, podpaski itp. Porzucone chusteczki jednorazowe wskazują miejsca, gdzie ludzkie zwierzęta uczyniły sobie toaletę. Dziwi mnie trochę, że ludki, które wysłał człowieka na Księżyc i latają na Marsa nie wiedzą co to jest saperka i do czego służy. Szczyt nowoczesnej cywilizacji powinniśmy widocznie mierzyć ilością pozostawianych po sobie ekskrementów. Przykre, ale niestety prawdziwe.

Wszystkim tym, którzy zaśmiecają lasy i je zasrywają dedykuję 6 zwrotkę i ostatni refren poniższej, starej jak świat szanty:

STARA KUŹNIA „PAWLAK”

6.
I ty ciuro nad ciury
Gdy zafajdasz Mazury
Nie zakopiesz po sobie, gdy srasz
Wiedz żeś za to przeklęty
Wciągnie w piekieł odmęty
Czartów chór, wyjąc ci – jesteś nasz
 
Ref.:
Za to żeś zostawił śmieć
Wprost w czeluście piekieł leć
Za to żeś rozbijał szkła
Niech piekielna męka trwa
Gdyś zostawił kupy ślad
Czart widłami skłuje zad

Widoki, poza tym piękne, zielone o tej porze roku i mimo wszystko przyroda obdarza nas świeżym powiewem od jeziora i zapachem kwitnącego rzepaku.

Niedziela – wyjazd starannie przygotowany i wyruszam rano po śniadaniu w podróż. Dziś nie ma dużo punktów, ale za to trasa rozrzucona na jakieś cztery godziny jazdy. Jak zawsze kierunek Kraków (Paweł vel Otis znów mi nie przebaczy, że nie dałem znać o moim przybyciu do Krakowa) a potem powrót na północ i dalej na północ i potem … powrót. Jadąc do Krakowa postanowiłem pojechać nieco dłuższą trasą. Zawsze omijam autostrady, bo nie dość, że płatne to jeszcze nic ciekawego nie da się tam zobaczyć. Jeżdżę przez Olkusz i pomniejsze miejscowości. Spokojna droga bez tłoku chociaż śpieszących się w terenie zabudowanym jest sporo.

Dziś jednak postanowiłem nadłożyć jakieś 10 kilometrów i jechać przez Skałę. Kiedyś, bardzo dawno temu jeździłem tą trasą dość często na Prandocin. Dziś postanowiłem odwiedzić stary postój pod Zamkiem Pieskowa Skała. Widoki po drodze nieprawdopodobne, ale jako prowadzący nie robiłem zdjęć. Kto tamtędy choć raz w życiu przejeżdżał to wie o czym mówię, a kto nie to serdecznie polecam. Postój mnie zaskoczył, bo nie zwróciłem uwagi, że parking jest już płatny. Pod koniec postoju zauważyłem, jak turyści podeszli do jakiegoś dziwnego urządzenia, które wziąłem za szafę oświetlenia ulic i coś tam majstrowali. Gdy odeszli okazało się, że to parkomaty. No cóż w zasadzie to już jestem po kawie i wyjeżdżam. Ta przerwa to tylko kwadrans, bo na zwiedzanie okolicy nie ma czasu. Jednak pobieram bilet z parkomatu jak list pożegnalny i jadę dalej podziwiając ostańce i domy przytulone do skał.

Powrót z Krakowa i postój w miejscu, gdzie już byłem zimową porą. Wapiennik i wejście na szczyt, aby znów podziwiać okolicę. Tym razem piękna pogoda, ciepło i zielono. Parę zdjęć dla porównania i zejście na dół. Kolejny postój nie będzie już tak malowniczy więc zapisując w pamięci kwiatki i panoramę Czajowic, ruszam z wielkim żalem w dalszą drogę.

Powrót do domu i wieczorne podsumowanie weekendu. To była dobrze wykonana praca i pożytecznie wykorzystane przerwy. Czas przygotować się na nadchodzący tydzień pracy.

Dodaj komentarz