Magister vs pracownik „Lidla”

Miało być o Wołodyjowskim, ale znowu pojawił się ciekawy temat. W jednym z postów ktoś porównywał magistra z pracownikami, tym razem Lidla. Kiedy w końcu dorośniemy i zaczniemy budować prestiż stanowiska własną pracą, wiedzą i umiejętnościami a nie wykorzystując do porównania pracowników sieci handlowych?

– Albert Einstein

„Osobowość kształtuje się nie przez piękne słowa, lecz pracą i własnym wysiłkiem.”

Budowanie prestiżu

zaczyna się od samego siebie. Wiem to trudne zadanie wziąć arkusz kalkulacyjny, zbudować tabelki i wykres radarowy, i wpisać wymagania oraz swoje kompetencje. Czasami wynik zaskakuje (autopsja) i okazuje się, że trzeba coś zrobić (szkolenia, studia podyplomowe itp.) żeby uzupełnić swoją wiedzę. Niestety. Najczęściej idziemy na łatwiznę i porównujemy swoją pozycję (w tym przypadku magistra) z pozycją kasjera. Natychmiast odnajdujemy wielką i powszechną niesprawiedliwość społeczną.

„Ja Magister zarabiam tyle co pracownik Lidla. Ojej ależ jestem pokrzywdzony.”

Tyle jeśli chodzi o sarkazm.

Od wielu lat

walczę z takimi porównaniami, bo są głupie. Pracownik Lidla ma swoje obowiązki i dostaje za ich realizację ustaloną kwotę zwaną poborami, wypłatami czy jakkolwiek inaczej ktoś to zechce sobie nazwać. Magister również wykonuje swoją pracę najlepiej jak potrafi i również otrzymuje za nią wynagrodzenie. Każdy z tych pracowników realizuje zadania adekwatne do swoich: wiedzy i umiejętności.

Pan magister nie pójdzie do Lidla i z mety nie zostanie kasjerem czy piekarzem – musi się zawodu nauczyć. Owszem będzie to trwało tydzień może dwa tygodnie a może nawet i trzy, ale będzie trwało. Magister nie pójdzie również wykładać towaru na półkach, dopóki nie zrozumie, jak działa proces sprzedaży i od czego zależy ekspozycja poszczególnego asortymentu – też się musi tego nauczyć.

I odwrotnie również – pracownik Lidla nie pójdzie pracować na etacie magistra, bo najpierw będzie musiał zdobyć (tak jak magister w Lidlu) odpowiednie wykształcenie – fakt trwa to znacznie dłużej, jest bardziej kosztowne, bo to przecież studia.

W czym tkwi problem?

W naszej mentalności. Poszukujemy zawodu o znacznie mniejszym prestiżu społecznym (oczywiście w naszej subiektywnej i krzywdzącej innych ocenie) i podobnym wynagrodzeniu. Po czym piszemy koszałki opałki o tym jakie to niesprawiedliwe.

Zawsze gdy ktoś upiera się przy takich porównaniach, zadaję pytanie: ile trzeba zabrać pracownikowi Lidla, żeby magister był zadowolony, że zarabia więcej?

Wyobraźmy sobie, że zabieramy połowę i wtedy głosy milkną, bo magister zarabia dwa razy więcej. Super. Ale pracownicy Lidla i innych sieci handlowych rzucają swoją pracę co powoduje, że sklepy zostają zamknięte. I gdzie teraz magister kupi bułkę? Nigdzie, bo wszyscy pracownicy sieci handlowych poszli na studia.

Po pięciu latach głodu pracownicy Lidla wracają i zatrudniają się w sklepach mając tytuły magistrów. Ale bułka już nie kosztuje trzydzieści pięć groszy, ale trzydzieści pięć złotych, bo obsługę towaru i fizyczną sprzedaż prowadzą magistrowie.

Kuriozalne? Tak kuriozalne, ale nie bardziej niż porównywanie magistra do sprzedawcy.

Dodaj komentarz