To był dobry dzień

Ryszard Kapuściński

Istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

Nie wiem kto mnie tą chorobą zaraził, ale jestem mu za to wdzięczny.

Krzysztof Różycki

Rano, jak zawsze wstałem o piątej trzydzieści i zaparzyłem sobie kawę. Usiadłem przed laptopem i zacząłem codzienny taniec ze słowami. Czasami coś wyjdzie a czasami nie, ale jak się nic nie robi to się nic nie stworzy. O szóstej dwadzieścia do sklepu i potem wyjazd. Unikam autostrad, więc pędzę na Ziemię Opolską trasą krajoznawczo-turystyczną. Włączyłem sobie swoją muzykę z karty i przywitał mnie Rysiu Rynkowski „To będzie dobry dzień”. Humor mi się poprawił chociaż nie wiedziałem co mnie tak od rana przygniata. Coś ciągle za mną łazi i nie daje spokoju. Ale skoro Rysiek twierdzi, że to będzie dobry dzień – to tak musi być. Nim się obejrzałem kawa w kubku wystygła i połowa drogi już za mną. Nie patrzę na godzinę czy nawigację. Docierając do miejsca, gdzie droga leci prosto przez lasy sosnowo brzozowe wiem, że za chwilę będzie odcinek z leśnymi parkingami. Zawsze z któregoś skwapliwie korzystam.

Tym razem również to zrobiłem. Zjechałem na parking i wysiadłem z samochodu, zabierając ze sobą kawę. Przeszedłem się po wilgotnym i pachnącym lesie i znowu coś niepokojącego wróciło. Rozejrzałem się i zaczęła przebijać się do świadomości prawda – kiedy już się przebiła stwierdziłem, mrucząc do siebie „niech to, taka rzecz mało lubiana kiedy jest, a jednak jej brakuje, kiedy jej nie ma. Oczywiście – śnieg. Jest przecież styczeń.”

Tak – od pewnego czasu ciągle coś mi nie pasowało w krajobrazie i ciągle gdzieś z tyłu głowy kołatała się myśl, że coś jest nie tak.

– pewnie baranie, że jest nie tak bo przecież w styczniu powinien być śnieg i jakieś minus dwadzieścia stopni.

Oczywiście moje bezpośrednie i bezczelne ja (Corwin u Zelaznego mawiał „moje gorsze, lecz zapewne mądrzejsze ja”) miało rację. Co tu kryć – faktom nie da się zaprzeczyć – środek zimy a tu takie widoki.

Podziwiam jeszcze przez chwilę wspaniały las i nawet nie palę tylko zachwycam się zapachem tego lasu. Uświadamiam sobie w tym momencie, że kiedy tu się zatrzymuję na tę krótką chwilkę nie sięgam po papierośnicę. Piję kawę i stoję tak myśląc … w sumie nie wiadomo o czym. Autoreset czy jakaś inna choroba? Nie ważne – myślę dopijając kawę – korzystaj z tej chwili, bo potem trzeba jechać dalej.

Nic nie szkodzi, że nie ma śniegu.

Nic nie szkodzi, że nie ma mrozu.

Nic nie szkodzi, że … w sumie to już czas ruszyć w dalszą drogę.

Po powrocie do domu usiadłem do laptopa i znów, przy kawie podjąłem przerwany taniec ze słowami. Popatrzyłem na moją kartę pamięci z samochodu. Miałem zmienić repertuar ale … nie, niech zostanie Rysiek, który zawsze ma rację, bo to był dobry dzień.

Dodaj komentarz