Inżynier na budowie A4
Droga proszę Pana – to droga … inwestycja.

Nie należy przeto, kiepskiej jakości dróg naszych, we współczesnych wadach upatrywać, ale jako widać w jakowejś tradycji mizeryjnej jakości produktów wytwarzania. Zbudować drogę to jedno i nawet jeśli drogi pobudowano to ich utrzymanie całkiem inna sprawa jest. Nikt nie zgłaszał się po przywileje brania mostowego czy myta a to za tą przyczyną, że obwarowania na takowe przywileje były surowe i przestrzegane dokładnie.
Zarówno na Litwie jak i w Koronie uchwały sejmowe dróg się tyczące zapowiadały wszem i wobec, że bez rewizji i kontroli urzędników królewskich stanu dróg nikt przywileju nie otrzyma. A utrzymanie takowego uwarunkowane było wynikami kolejnych kontroli, które stwierdzić miały czy pobierający myto odpowiednio o stan dróg dba. Zatem przepisy o naprawianiu i prostowaniu dróg martwymi przepisami się stały. Wyjątków nie brakowało od tej jakże niesławnej reguły. Trza jeno pamiętać, że nawet najlepsze drogi w jednym województwie czy w jednej ziemi, sprawną ręką rządzonej nie przyczyniały się do ogólnej oceny dróg naszych.
Na drogach (jako już wcześniej rzekłem) pełno było kupców, dziadów wędrownych, kuglarzy i szachty w interesach podróżującej. Byli tedy i grasanci, zbóje i łotry wszyscy za infamisów ogłoszeni. Napadali na wszystkich podróżnych, łupili a i często mordowali. Starostowie jurystyczni wielkie utrapienie z tymi gałganami mieli. Bywało jednak, że na podróżnych zasadzał się szlachcic, samotnie, na uboczu mieszkający. Porywał on innego szlachcica na protesty nie bacząc i do swojej sadyby uprowadzał. Tam pod zamknięciem trzy dni trzymał, poił i karmił a o wszelkie wygody dbał. Po trzech dniach z prezentami i sowitym na dalszą drogę zaopatrzeniem odprawiał, na kolejne odwiedziny zapraszając. Nie jest to krotochwila czy z palca, opowiastka wyssana. Znane nam są za takie przestępstwa wyroki, które to Sądy Królewskie wydawały. Szlachcic porywał innego szlachcica, gdyż naród z nas bardzo gościnny był. Jeśli taki szlachcic na uboczu mieszkający, długo gości w domu nie miał tedy porywał innego z traktu i siłą go gościł u siebie jak wyżej już opisałem. Jeśli tamten urazę chował do Króla na skargę szedł i takową przed urzędnikami królewskimi składał. Winowajca był osądzany i karany najczęściej grzywną. Tak oto nasza, szeroko w świecie gościnność znana czasami na złe gospodarzowi wychodziła.
Wszystko z końcem Rzplitej zaczęło się zmieniać, kiedy to Komisyje Dobrego Porządku działać poczęły. Utrata wolności i państwa własnego i sprawowanie władzy przez obce mocarstwa wprowadza zapisy rzeczonych Komisji do prawa powszechnego. Księstwo Warszawskie już nowoczesną myślą się rządzi. Zarządzanie sprawami komunikacyj lądowych i wodnych należy do Komisyi Spraw Wewnętrznych, która to od Ministra Spraw Wewnętrznych zależy i podług jego woli działa. Już w 1816 roku, w Królestwie Polskim pod berłem carów, przy Komisyi Spraw Wewnętrznych, Dyrekcja Dróg i Mostów powołana zostaje. Zadaniem ówczesnych urzędników była budowa całej sieci dróg. Dziewiętnasty wiek to rozkwit urbanistyki, rozbudowa dróg, kolei jak i transportu rzecznego i morskiego. Wielka szkoda, że sami tego planować nie moglim jeno pod dyktando obcych władców działać musielim.
Po pierwszej Wielkiej Wojnie stan dróg w naszej, odzyskanej Rzeczpospolitej opłakany był. Ni infrastruktury, ni planów o realizacji jakiegokolwiek przedsięwzięcia też marzyć jeno można było. Od samego początku konieczność budowania dróg odsuwana była na plan dalszy, budżet uszczuplany był więc i w rozwoju komunikacji niewiele się działo, bo z czego i za co. Tak i przez cały okres międzywojenny w marazmie czy też w tańcu chocholim był pogrążon. Mieliśmy zatem drogi utwardzone bez jakiejkolwiek nawierzchni, które to stosować poczęto na Śląsku już w 1928 roku i trzy lata później w całej Polsce. W całej Polsce? Ano tak jeno patrząc na ilość kilometrów tych dróg nowoczesnych 2600 km z czego nowoczesne drogi z nawierzchnią bitumiczną coś ponad 900 km to raczej nie powinno nas to dumą napawać. Tak zastaje nas druga Wielka Wojna, którą większość dość dobrze zna z historii czy starszych członków rodzin opowiadań. Drogi w przemieszczaniu się wojsk naszych ułatwień nie dawały i chociaż nie było to powodem klęski to jednak ludność ewakuowana z miast bardzo na tym ucierpiała. Nie chcę przebyć w tych strasznych czasach i w temat działań okupanta brnąć.
Koniec części 2