Krzysztof Różycki
Każda droga jest dobra, jeśli bezpiecznie dotrzesz nią do celu.
Odkąd sięgam pamięcią zawsze narzekaliśmy na stan naszych dróg. Już w wieku pacholęcym słyszałem wielokrotnie, że drogi są dziurawe (nie wiedziałem co to znaczy), partacz je budował a i lepsze, soczystsze epitety też w powietrzu nad moją głową fruwały. Później, jak już trochę podrosłem i zacząłem do szkół dojeżdżać zrozumiałem o czym mówili dorośli gdym jako skrzat mały, z rodzicami na wakacjem jechał. Dziś poruszając się samochodem czy też środkami komunikacji miejskiej sam używam soczystych określeń na stan dróg naszych. Autostrady, drogi ekspresowe szumnie budowane a i mosty oraz wiadukty nad niemi, którymi wszyscy się zachwycali jeszcze w trakcie budowy, dziś właśnie tak negatywne emocje budzą. Nie ma w tym nic dziwnego. Zawsze nasze drogi były najgorsze w Europie o czym podróżni kupcy nie omieszkiwali wspominać w listach z wypraw czy opowiadaniach po skończonej już podróży. Najwięcej utyskiwali zawsze Niemcy, bo u nich drogi były nie tylko dobrze zbudowane, ale w należytym porządku utrzymane. Zachód Europy miał to ogromne szczęście, że przez wieki panował tam Rzym. Tak – Imperium Romanum dało Europie drogi, mosty i całą masę innych wielce ciekawych a i pożytecznych rzeczy. Nasze ziemie, leżały poza granicami zainteresowań Rzymu przeto sprawy tutaj swoją koleistą drogą się toczyły. Tedy Francja, Niemcy, Włochy czy nawet Hiszpania (gdzie jeszcze brukowane drogi za Cezarów są) i im podobne kraje miały to szczęście, że całe wieki przed nami już wiedzieli co to jest droga a i utrzymać ją potrafili.
Na naszych ziemiach trudno szukać dróg czy mostów datowanych na wcześniejsze czasy niż dziesiąty wiek. Owszem kupcy do Słowian przybywali, ale raczej przez dukty leśne i trawiaste równiny, bezdrożami i można śmiało stwierdzić, że oni właśnie pierwsze „autostrady” nam przetarli. Ówczesne autostrady szlakami nazywalim, którymi kupcy dobra różne przywozili. Mieliśmy rozległe kontakty handlowe, bo nie tylko z Imperium Romanum, ale i z dalekiego wschodu kupcy i podróżnicy do nas przybywali. Jednak to czasy, gdy nad plemionami naszemi nie było władyki jednego jeno każde na swoją stronę się szarogęsiło. Nie ma więc co dłużej w tych czasach pozostawać chociaż nader ciekawymi one są. Przejdźmy do czasów, kiedy to Mieszko zaczął władać naszemi ziemiami i ład (podpatrzony na dworze Cesarskim) począł wprowadzać. Wraz z tą nowoczesnością i inne przyplątały się zwyczaje a i nowa religia przyszła. Jednak administrowanie plemionami słowiańskiemi nie było ni proste, ni łatwe. Sam nie wiem, jak Piastowie przekonali te buńczuczne i harde grupy plemienne do współpracy, ale zaczęły się nowe obowiązki pojawiać.
Za czasów Chrobrego wydano pierwsze nakazy książęce co do utrzymania duktów książęcych w należytym porządku. Skarbiec książęcy przeznaczał na ten cel nie mało grosza przeto i dukty w okolicach grodów dobrze się miewały. Im dalej jednak w puszczę tym gorsze a czasami tak roślinnością wszelką zarośnięte, że nie do przebycia się stawały. W piętnastym wieku dukty już miały postać gościńców, które kusiły swoim wyglądem i szerokością nie pokazując tego co dalej wędrowców czekało. Kupcy zatem omijali gościńce i wędrowali polami na otwartej przestrzeni co pozwalało im grasantów na gościńcach unikać. Nie było to bezpieczne, bo za to można było stracić towar. Statut z 1447 roku nakazywał kupcom stosowanie się do statutu Kazimierza II i wozić towary gościńcami królewskimi nowych dróg nie tworząc, po karą kontrabandy. Oznaczało to tyle, że kupcowi towar cały rekwirowano. Te drogi królewskie, im dalej od miast tym bardziej nieprzejezdne były i nawet jak Zygmunt Gloger podaje w swojej „Encyklopedii Staropolskiej”, biskupi w dalszą drogę się udający, konno wędrowali. W wieku szesnastym konstytucyje uchwalone nakładały obowiązek na szlachtę, aby drogi, mosty i groble na traktach królewskich w należytym porządku utrzymywać. Za to szlachcic mógł pobierać opłaty za przejazd zwane mytem lub też od rodzaju infrastruktury np. grobelne. Jednak ta ostatnia opłata (grobelne) w 1564 roku została zniesiona. Było to bowiem prawo nowe od Władysława Jagiełły się wywodzące. Natomiast Zygmunt przywrócił stan prawny ze starych konstytucyj sejmowych.
Niemcy utyskując na nasze drogi zawsze powiadali, że przez most polski przejechać to trzeba mieć tyleż samo odwagi co do przejechania przez wodę najgłębszą bez mostu. Taki stan dróg był w naszej Rzeczypospolitej, że i sami Polacy mawiali:
"Polski most, Niemiecki post, Cygańskie nabożeństwo, Wszystko to błazeństwo."
Koniec części 1