Albert Einstein
Przychodzi taki moment w życiu, że trzeba przestać czytać cudze książki i napisać własną.
Jeden z moich znajomych kiedyś powiedział tak: „jak nie masz o czym pisać to uciekasz się do podstępu i sięgasz po kalendarium”. Trudno się z Maćkiem nie zgodzić faktycznie czasami tak robię. Jest to jednak bardziej złożona sprawa niż Maciek uważa.
Nie mam harmonogramu publikacji. Piszę na bieżąco o otaczającym mnie świecie. Wyjątek stanowią bardzo długie publikacje, które muszę podzielić na trzy a czasem i na cztery części. Jednak częściej to opowieści krótki i raczej bez morału. Zatem kiedy i o czym piszę? Kiedy bliżej się mnie pozna natychmiast – patrząc w kalendarium – przewidzi, kiedy do niego sięgnę nawet kosztem artykułu już gotowego do publikacji. Moja pasja jest niestety silniejsza niż najsilniejsze postanowienie zawodowe – nic na to nie poradzę i chyba nawet nie chcę nic na to poradzić.
W kalendarzu jest bardzo wiele dat mówiących o naszych sukcesach i porażkach. Które wybieram? Okres Piastów – najlepszy czas, najlepiej spożytkowany przez tę dynastię. XVI i XII wiek nieudolne rządy Wazów, Jagiellonów z pojawiającymi się władcami mądrymi tak często, że mogą w tekście zastępować przecinki. Przecinki jak chwile oddechu i nadziei, że wreszcie coś ruszy do przodu. Przełom wieku XVII i XIX szczególnie epoka napoleońska a później już tylko okres powstań. Tak – to moje ulubione okresy historii. Nie są one oderwane od całości, bo to byłaby już nie historia a i nie można by było faktów właściwie oceniać. Mój Dziadek Henryk zawsze mawiał, że trzeba poznać wszystko w danym temacie, aby osąd swój publicznie ogłosić. Miał rację i w szkole średniej, mój nauczyciel historii Profesor Jacek Kuc – tego właśnie nas uczył. Bitwę pod Monte Cassino zaczynaliśmy w X wieku od zbudowania na tej górze klasztoru. Nie było łatwo z Profesorem Kucem. Nie dał się nigdy zwieść i zawsze zauważył luki w rozumowaniu czego nie omieszkał nam wytykać. Lekcje historii z tym człowiekiem były czystą poezją i wszystkie do dziś pamiętam.

Wracając do tematu. O czym i kiedy piszę. Chwalę się projektami, miejscami, które zwiedzam czy weekendami u siostry. To moje życie i kawałeczek tegoż mojego żywota pokazuję i upubliczniam. Może nie zawsze doskonale, może nie zawsze jest to wesołe i miłe, ale taki już jestem. Ostatnio opublikowałem w czterech częściach mój punkt widzenia audytu, ale tak od środka. Nie jest to jakaś rozprawa naukowa tylko opowieść o tym co widzę.
Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko uda mi się dostrzec, ale nie w tym rzecz. Po każdej wizycie mniej lub bardziej udanej, mam przez chwilę chęć wykrzyczeć to co mi się nie podobało i co mnie bardzo zdenerwowało. Czasami jak wracam do notatek z minionych audytów to aż trudno mi uwierzyć, że … nie krzyczałem. Najlepszym lekarstwem na to jest kawiarenka w jakimś spokojnym i uroczym miejscu, dobra kawa, ciekawy widok i … odrobina ciszy i spokoju. Dlatego zawsze przyjeżdżając na audyt postępuję zgodnie z utartym od lat zwyczajem.
Przyjeżdżam późnym wieczorem dzień wcześniej i lokuję się w hotelu. Najlepiej nie w centrum miasta tylko gdzieś na uboczu. Potem wychodzę i szukam jakiejś restauracyjki. Czasami sam a czasami korzystam z informacji zdobytych od Pracowników Hotelu. Jak już znajdę taki mój azyl i mam świadomość, że po pracy będę miał gdzie odpocząć to całkiem dobrze znoszę wszystkie przeciwności losu.
Stąd wziął się mój pierwszy blog „Podróże z kawą”. Potem pojawiły się kolejne pomysły i kolejne.
Jedną z takich ucieczek przed rzeczywistością na początku była właśnie historia. To źródło fascynacji kulturoznawstwem, etymologią języka polskiego, słowiańszczyzną czy XVII wiekiem. A potem przyszedł czas na pisanie wierszy, opowiadań i książek (te ostatnie jeszcze nie skończone).

Dziś „Współczesny Słowianin” nieco zaniedbany i porzucony oraz „Mój Punkt widzenia” są miejscami, gdzie mogę opowiadać o wszystkim co mi się pomyśli. Od września portale trochę się zmienią a i publikacje będą bardziej regularne.
Kiedy piszę? Zawsze jak mam na to czas. Jak tylko znajdę chwilkę to natychmiast wyciągam pióro i kartkę, aby coś nasmarować.
O czym piszę? Dosłownie o wszystkim co tylko mi się pomyśli, przypomni itp.
W sumie to chyba nie ma na to reguły.